Severus
Snape szedł dwa kroki za Hermioną. Nie wiedział dokąd idzie, co
nie było dla niego przyjemne. Nie lubił niespodzianek – myślę,
że mogło to mieć związek z jego przeszłością.
Póki
co mógł tylko podziwiać widok jaki roztaczała przed nim
jego uczennica. Przyjrzał jej się uważnie. Nie zmieniła się aż
tak bardzo przez te wszystkie lata. Tylko jej zęby nabrały
normalnego rozmiaru, pomyślał, że mogło to być wynikiem jakiegoś
magicznego zabiegu, a włosy nie sterczały juz tak wysoko w górę
jak kiedyś. Nabrała kobiecych krągłości i mimo, że nie była
chuda, wyglądała dobrze. Nie była piękna, tylko zwyczajnie –
ładna.
Jedynym,
co według Severusa, który oczywiście nigdy nie przyznałby
się do tego, nie mogło być porównanym do niczego innego
były jej oczy. Duże o cudownym czekoladowym odcieniu obramowane
długimi, grubymi rzęsami. Wyglądały jakby zatrzymały w sobie
światło gwiazd.
Oczywiście
Snape nawet na torturach nie przyznałby się do swoich myśli; w
końcu nie mógł sobie zepsuć wizerunku nietoperzowatego
chama. Nikt tak naprawdę nie wiedział, że Severus, wbrew ich
przekonaniom, potrafił docenić piękno. Można nawet powiedzieć,
że był koneserem sztuki. W swojej sypialni trzymał naręcze
całkiem ładnych obrazów olejnych.
Zatrzymali
się chwilę przy kamiennej chimerze. Granger wyszeptała hasło i
nie oglądając się za siebie ruszyła w kierunku gabinetu
Dumbledora. W środku nikogo nie było, co jednak nie przeszkodziło
Gryfonce w wypełnieniu pokoju swoją osobą.
-
Granger, co ty wyprawiasz? - warknął widząc jak przechodzi przez
gabinet kierując swe kroki w stronę drzwi, których wcześniej
tam nie widział.
Odwóciła
się w jego stronę i z uśmiechem odpowiedziała:
-
Spokojnie, mam pozwolenie od dyrektora.
-
Ciekawe czemu nachodza mnie wątpliwości co do tego – mruknął
Severus, ale poszedł posłusznie za nią.
Pomieszczenie,
do którego weszli okazało się byc największą i
najdziwniejszą pracownią jaką kiedykolwiek oglądał. Część
robiła za gabinet – było tam dużo mahoniowe biurko i pasujące
do niego krzesła oraz niewielka oszklona biblioteczka. Severus,
mimo, że stał daleko był pewien, że niektóre z książek
pamiętają jeszcze samego Merlina.
Odszukał
wzrokiem Hermionę, która wpatrywała się w niego wyczekująco
stojąc przy dużym stole w tej cześci prawcowni, gdzie można było
by zająć się praktycznymi eksperymentami.
Podszedł
bliżej dziwiąc się, że dziewczyna okazuje tyle spokoju i
cierpliwości. Właściwie to emanowała spokojem jak jakiś cholerny
Budda, pomyślał.
-
Możemy zacząć? - spytała szukając u niego potwierdzenia. Gdy
kiwnął twierdząco głową, kontynuowała – Jakiś czas temu
Dyrektor usłyszał o rzekomej broni przeciwko Voldemortowie. –
Drgnął nieznacznie na dźwięk tego imienia, mimo, że Hermiona to
zauważyła, nie przerwała – Postanowił to sprawdzić, choć nie
liczył na jakiekolwiek efekty. Swego czasu wielu ludzi, szczególnie
ci, którzy lubili sobie wypić, dużo mówili o
sposobach na ostateczne pozbycie się Zła.
W
zamyśleniu kiwnął głową. On też dzięki takiemu bezsensownemu
gadaniu został wiele razy naprowadzany na fałszywe tropy.
-
W wakacje dyrektor pojechał odwiedzić Francję – mówiła
dalej – gdzie mieszka od setek lat stary ród, którego
korzenie sięgają czasów Merlina. Powiem w skrócie –
przerwała, żeby wyciagnąc z kieszeni szaty mały pakunek. Położyła
go na stole – Znalazł to.
-
Ale co to jest? - zapytał Severus przyglądając się z ciekawością
małemu przedmiotowi.
-
To jest kompas. Takie mugolskie urządzenie służą...
-
Wiem do czego służy kompas, Granger. - warknął – Przestań się
wygłupiać i powiedz mi wreszcie czemu ta zabawka jest taka ważna.
Kolejny
raz go zaskoczyła nie reagując na jego agresję.
-
Oczywiście, profesorze – spojrzała mu w oczy nasączając w
ostatnie słowo odpowiednią ilość jadu; musiał zacisnąć zęby,
żeby na nią nie nakrzyczeć. Chciał się wreszcie dowiedzieć o co
w tym wszystkim chodzi, a ta dziewucha specjanie to odwlekała –
Jak mówiłam dyrektor dostał się do tej rozdziny, a oni
okazali się niezwykle pomocni, jak twierdzi profesor Dumbledore –
skrzywiła się pokazując mu, że ona nie podziela jego zdania.
Severus,
który miał juz dość pogawędek ponaglił ją spojrzeniem.
-
Dali mu to – wskazała ręką kompas i zamilkła.
Przez
chwilę żadne z nich nic nie mówiło, aż w końcu Snape
wypalił:
-
I to wszystko? O to tyle zamieszania? O zwykły kompas? – Spojrzał
pogardliwie na leżący na stole przedmiot.
Hermiona
niepewnie spojrzała mu w oczy.
-
No...tak. Widzi pan, Dyrektor chce dowiedzieć się jak to działa i
czy w ogóle – dodała – Wyznaczył do tego zadania mnie.
Severus
prychnął. No tak, czego innego mógł się spodziewać –
święta Granger i jej niesamowite zdolności. Nic jednak nie
powiedział, zbyt ciekawy tego, czemu mu o tym mówi.
-
A co moja wspaniała osoba ma z tym wspólnego? – zapytał i
po raz kolejny zdziwił się widząc w oczach Gryfonki iskierki
rozbawienia, które jednak szybko zgasły. Jak gdyby
przypomniała sobie, z kim rozmawia, pomyślał i z jakiegoś
irracjonalnego powodu zrobiło mu się smutno. Dość tego Snape!
Roztkliwiasz się jak jakaś baba, warknął do siebie w myślach.
Zauważył,
że Hermiona przygląda się emocjom zmieniającym się na jego
twarzy z rozdziawioną buzią. Odwrócił się do niej bokiem
zły na siebie i swoje starcze słabostki.
Pomyślał,
że idzie mu coraz gorzej z zachowywaniem kamiennej twarzy i jesli
tak dalej pójdzie będzie definitywnie martwym szpiegiem. Z
drugiej jednak strony, może gdyby stał się bardziej ludzki ktoś w
końcu mógłby się do niego zbliżyć. Mimowolnie przed jego
oczami stanął obraz Hermiony i jej kształtów, którym
przygladał się idąc tutaj. Stop! Nie może myśleć o niej w ten
sposób, no, ale z drugiej strony tylko kompletny ignorant nie
zauważyłby jak ładną, młodą kobietą się stała. W końcu
Severus zaliczał się do nietoperzy o płci męskiej, więc nie mógł
tego nie zauważyć.
-
Granger, masz zamiar odpowiedzieć na moje pytanie? - wywarczał w
końcu zażenowany swoimi myślami.
-
Tak – powiedziała patrząc na niego uważnie. Zastanawiał się,
czy dopiero teraz zaczęła o nim myśleć jak o starym wariacie.
Choć punkt dla niej za odwagę; większość uczniów na jej
miejscu wybiegłaby z krzykiem.
Tymczasem
Hermiona kontynuowała:
-
Próbowałam już chyba wszystkiego, ale... - przerwała jakby
niepewna czy to co powie nie wyda mu się śmieszne. Zaskukując
samego siebie skinął jej głową zachęcając do mówienia. -
pomyślałam, że mógłby pomóc eliksir – dokończyła
szybko.
-
Eliksir? - powtórzył, ale w formie pytającej.
Dziewczyna
przytaknęła zdziwiona, że jej nie wyśmiał. Ale czy to aż takie
dziwne? W końcu niedawno mówiłam o dobrych stronach Sverusa
Snape'a.
-
Eliksir, który uwolniłby magię ukrytą w tym przedmiocie –
wyjaśniła, a on przytaknął w zamyśleniu. To mogłoby się nawet
udać, pomyślał.
Wiedział
już nawet jakie książki musi przeczytać, żeby potwierdzić
hipotezę Granger.
-
Widzę panią tutaj jutro o 22, panno Granger – powiedział zanim
wyszedł trzaskając drzwiami.