poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział 4 - Odkrywamy tajemnice

Severus Snape szedł dwa kroki za Hermioną. Nie wiedział dokąd idzie, co nie było dla niego przyjemne. Nie lubił niespodzianek – myślę, że mogło to mieć związek z jego przeszłością.
Póki co mógł tylko podziwiać widok jaki roztaczała przed nim jego uczennica. Przyjrzał jej się uważnie. Nie zmieniła się aż tak bardzo przez te wszystkie lata. Tylko jej zęby nabrały normalnego rozmiaru, pomyślał, że mogło to być wynikiem jakiegoś magicznego zabiegu, a włosy nie sterczały juz tak wysoko w górę jak kiedyś. Nabrała kobiecych krągłości i mimo, że nie była chuda, wyglądała dobrze. Nie była piękna, tylko zwyczajnie – ładna.
Jedynym, co według Severusa, który oczywiście nigdy nie przyznałby się do tego, nie mogło być porównanym do niczego innego były jej oczy. Duże o cudownym czekoladowym odcieniu obramowane długimi, grubymi rzęsami. Wyglądały jakby zatrzymały w sobie światło gwiazd.
Oczywiście Snape nawet na torturach nie przyznałby się do swoich myśli; w końcu nie mógł sobie zepsuć wizerunku nietoperzowatego chama. Nikt tak naprawdę nie wiedział, że Severus, wbrew ich przekonaniom, potrafił docenić piękno. Można nawet powiedzieć, że był koneserem sztuki. W swojej sypialni trzymał naręcze całkiem ładnych obrazów olejnych.
Zatrzymali się chwilę przy kamiennej chimerze. Granger wyszeptała hasło i nie oglądając się za siebie ruszyła w kierunku gabinetu Dumbledora. W środku nikogo nie było, co jednak nie przeszkodziło Gryfonce w wypełnieniu pokoju swoją osobą.
- Granger, co ty wyprawiasz? - warknął widząc jak przechodzi przez gabinet kierując swe kroki w stronę drzwi, których wcześniej tam nie widział.
Odwóciła się w jego stronę i z uśmiechem odpowiedziała:
- Spokojnie, mam pozwolenie od dyrektora.
- Ciekawe czemu nachodza mnie wątpliwości co do tego – mruknął Severus, ale poszedł posłusznie za nią.
Pomieszczenie, do którego weszli okazało się byc największą i najdziwniejszą pracownią jaką kiedykolwiek oglądał. Część robiła za gabinet – było tam dużo mahoniowe biurko i pasujące do niego krzesła oraz niewielka oszklona biblioteczka. Severus, mimo, że stał daleko był pewien, że niektóre z książek pamiętają jeszcze samego Merlina.
Odszukał wzrokiem Hermionę, która wpatrywała się w niego wyczekująco stojąc przy dużym stole w tej cześci prawcowni, gdzie można było by zająć się praktycznymi eksperymentami.
Podszedł bliżej dziwiąc się, że dziewczyna okazuje tyle spokoju i cierpliwości. Właściwie to emanowała spokojem jak jakiś cholerny Budda, pomyślał.
- Możemy zacząć? - spytała szukając u niego potwierdzenia. Gdy kiwnął twierdząco głową, kontynuowała – Jakiś czas temu Dyrektor usłyszał o rzekomej broni przeciwko Voldemortowie. – Drgnął nieznacznie na dźwięk tego imienia, mimo, że Hermiona to zauważyła, nie przerwała – Postanowił to sprawdzić, choć nie liczył na jakiekolwiek efekty. Swego czasu wielu ludzi, szczególnie ci, którzy lubili sobie wypić, dużo mówili o sposobach na ostateczne pozbycie się Zła.
W zamyśleniu kiwnął głową. On też dzięki takiemu bezsensownemu gadaniu został wiele razy naprowadzany na fałszywe tropy.
- W wakacje dyrektor pojechał odwiedzić Francję – mówiła dalej – gdzie mieszka od setek lat stary ród, którego korzenie sięgają czasów Merlina. Powiem w skrócie – przerwała, żeby wyciagnąc z kieszeni szaty mały pakunek. Położyła go na stole – Znalazł to.
- Ale co to jest? - zapytał Severus przyglądając się z ciekawością małemu przedmiotowi.
- To jest kompas. Takie mugolskie urządzenie służą...
- Wiem do czego służy kompas, Granger. - warknął – Przestań się wygłupiać i powiedz mi wreszcie czemu ta zabawka jest taka ważna.
Kolejny raz go zaskoczyła nie reagując na jego agresję.
- Oczywiście, profesorze – spojrzała mu w oczy nasączając w ostatnie słowo odpowiednią ilość jadu; musiał zacisnąć zęby, żeby na nią nie nakrzyczeć. Chciał się wreszcie dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi, a ta dziewucha specjanie to odwlekała – Jak mówiłam dyrektor dostał się do tej rozdziny, a oni okazali się niezwykle pomocni, jak twierdzi profesor Dumbledore – skrzywiła się pokazując mu, że ona nie podziela jego zdania.
Severus, który miał juz dość pogawędek ponaglił ją spojrzeniem.
- Dali mu to – wskazała ręką kompas i zamilkła.
Przez chwilę żadne z nich nic nie mówiło, aż w końcu Snape wypalił:
- I to wszystko? O to tyle zamieszania? O zwykły kompas? – Spojrzał pogardliwie na leżący na stole przedmiot.
Hermiona niepewnie spojrzała mu w oczy.
- No...tak. Widzi pan, Dyrektor chce dowiedzieć się jak to działa i czy w ogóle – dodała – Wyznaczył do tego zadania mnie.
Severus prychnął. No tak, czego innego mógł się spodziewać – święta Granger i jej niesamowite zdolności. Nic jednak nie powiedział, zbyt ciekawy tego, czemu mu o tym mówi.
- A co moja wspaniała osoba ma z tym wspólnego? – zapytał i po raz kolejny zdziwił się widząc w oczach Gryfonki iskierki rozbawienia, które jednak szybko zgasły. Jak gdyby przypomniała sobie, z kim rozmawia, pomyślał i z jakiegoś irracjonalnego powodu zrobiło mu się smutno. Dość tego Snape! Roztkliwiasz się jak jakaś baba, warknął do siebie w myślach.
Zauważył, że Hermiona przygląda się emocjom zmieniającym się na jego twarzy z rozdziawioną buzią. Odwrócił się do niej bokiem zły na siebie i swoje starcze słabostki.
Pomyślał, że idzie mu coraz gorzej z zachowywaniem kamiennej twarzy i jesli tak dalej pójdzie będzie definitywnie martwym szpiegiem. Z drugiej jednak strony, może gdyby stał się bardziej ludzki ktoś w końcu mógłby się do niego zbliżyć. Mimowolnie przed jego oczami stanął obraz Hermiony i jej kształtów, którym przygladał się idąc tutaj. Stop! Nie może myśleć o niej w ten sposób, no, ale z drugiej strony tylko kompletny ignorant nie zauważyłby jak ładną, młodą kobietą się stała. W końcu Severus zaliczał się do nietoperzy o płci męskiej, więc nie mógł tego nie zauważyć.
- Granger, masz zamiar odpowiedzieć na moje pytanie? - wywarczał w końcu zażenowany swoimi myślami.
- Tak – powiedziała patrząc na niego uważnie. Zastanawiał się, czy dopiero teraz zaczęła o nim myśleć jak o starym wariacie. Choć punkt dla niej za odwagę; większość uczniów na jej miejscu wybiegłaby z krzykiem.
Tymczasem Hermiona kontynuowała:
- Próbowałam już chyba wszystkiego, ale... - przerwała jakby niepewna czy to co powie nie wyda mu się śmieszne. Zaskukując samego siebie skinął jej głową zachęcając do mówienia. - pomyślałam, że mógłby pomóc eliksir – dokończyła szybko.
- Eliksir? - powtórzył, ale w formie pytającej.
Dziewczyna przytaknęła zdziwiona, że jej nie wyśmiał. Ale czy to aż takie dziwne? W końcu niedawno mówiłam o dobrych stronach Sverusa Snape'a.
- Eliksir, który uwolniłby magię ukrytą w tym przedmiocie – wyjaśniła, a on przytaknął w zamyśleniu. To mogłoby się nawet udać, pomyślał.
Wiedział już nawet jakie książki musi przeczytać, żeby potwierdzić hipotezę Granger.
- Widzę panią tutaj jutro o 22, panno Granger – powiedział zanim wyszedł trzaskając drzwiami.

piątek, 26 lipca 2013

Rozdział 3 - Nocne eskapady

Spokojnie wyszedł ze swoich kwater i udał się na wyższe piętro. Miał plan i był z siebie diabelnie zadowolony. Zatrzymał się i nasłuchiwał ukryty w cieniu.
W końcu usłyszał długo wyczekiwane kroki, dobiegały zza ściany. Wyciągnął różdzkę i szepnął:
- Accio Mapa Huncwotów Harrego Potter'a.
Kawałek papieru zatrzymał sie w jego rękach. Severus odszukał swoje nazwisko. Niedaleko niego przesuwała się na mapie czerwona kropka - Hermiona Granger.
Podekscytowany zapukał do drzwi opiekunki Gryffindoru. Jego radość w tamtym momencie była zrozumiała. Oto w końcu po raz pierwszy przez sześć lat miał okazję wlepienia szlabanu pannie Granger. Wcześniej nie miał za co tego zrobić. To nie znaczy, że Hermiona nie łamała regulaminu. Robiła to, ale była na tyle sprytna, żeby nie wpaść w ręce przerażającego profesora eliksirów. I dlatego była ona severusową solą w oku.
Po kilku sekundach, gdy jeszcze stał po niewłaściwej stronie drzwi, zaczął się niecierpliwić. Zapukał mocniej. Oburzone portrety podniosły hałas.
- Zamknąć się – warknął Severus – I tak już nie żyjecie.
- Jak możesz tak mówić? – zapytał podniesionym ze zdenerwowania głosem stary czarodziej z brodą. - Czemu nie odgrywamy już tak ważnej roli jak kiedyś? Jeszcze czterysta lat temu portretom okazywano szacunek, a teraz...
Mężczyzna odwrócił się w jego stronę i powiedział z ironią:
- Wiesz co, starcze? Chociaż po śmierci mógłbyś przestać zachowywać się jak baba. Chyba nie chcesz kiedyś skończyć jako wkładka do kociej kuwety?
Urażony portret zamilkł, a Severus odwrócił się z zamiarem ponownego zapukania. Zdziwiony zatrzymał uniesioną rękę kilka centymetrów przed twarzą rozzłoszczonej Minerwy McGonagall.
- Wejdź – powiedziała krótko odwracając się na pięcie i wchodząc z powrotem do swojego gabinetu. - Mam nadzieję, Snape, że jest jakiś poważny powód, dla którego budzisz mnie o – zerknęła na magiczny zegar z hipogryfem – drugiej w nocy.
Severus posłusznie poszedł za nią. Wiedział, że zaczął nie najlepiej, bo od zdenerwowania swojej przełożonej. Mówiła do niego po nazwisku tylko wtedy, gdy przesadził, co prawdę mówiąc, zdarzało mu się często.
I tak Minerwa była chyba jedyną osobą na świecie, która potrafiła znosić jego charakter dłużej niż dwie minuty.
Usiadła sztywno na krześle przy biurku, a jemu wskazała miejsce na przeciwko.
- O co chodzi?
- Jak wiesz, wczoraj w nocy rozmawiałem z Albusem i znalazłem wreszcie rozwiązanie naszego problemu...
- Poczekaj chwilę – przerwała mu MacGonagall – Skąd niby ja mam wiedzieć co robiłeś z Albusem i to w dodatku o czwartej nad ranem? No i jaki NASZ problem? My nie mamy żadnego problemy, to TY go masz – powiedziała z przekąsem.
- A właściwie sam sobie go stwarzasz – dodała.
Severus odchylił głowę spoglądając uwazniej na kobiete siedzącą przed nim.
- Nie powiedziałem, o której poszedłem do Dumbledora. - Świetnie się bawił patrząc jak na policzki profesorki wstępuje lekki rumieniec – Właściwie to nawet zrozumiałe, że o wszystkim sobie mówicie. Starzy i samotni powinni trzymać się razem – stwierdził uśmiechając się złośliwie.
- No wiesz co? I mówi mi to ktoś, kto skończył czterdziestkę... - McGonagall próbowała wyglądac na oburzoną, ale nie potrafiła powstrzymać uśmiechu – Jak na standardy mugolskiego świata jesteś już jedną nogą w grobie.
- Prawda – potwierdził z powagą Severus – Ale to ty już dawno powinnaś zacząć się rozkładać.
McGonagall nie wytrzymała i wybuchnęła śmiechem. Snape patrząc jak ociera sobie dłonią łzy rozbawienia pomyślał, nie po raz pierwszy, że jego stara przyjaciółka ma nietypowe poczucie humoru. Nikt ze znanych mu osób, oprócz niej, nie śmieje się z jego dowcipów; co więcej – większość czuje się obrażona.
- No dobrze już, mów co takiego wymysliłeś – powiedziała po chwili próbując się uspokoić.
- A więc...wiem kto nocami nielegalnie...
- Nielegalnie? – Minerwa spojrzała na niego ze zdziwionym rozbawieniem – Ty naprawdę użyłeś słowa „nielegalnie”? - spytała parskając, ale widząc jego urażoną minę postanowiła go udobruchać – Mów. Już będę cicho, obiecuję.
Snape spojrzał na nią z powątpiewaniem, ale kontynuował:
- Jak mówiłem – osobą, która niele... - rzucił szybkie spojrzenie na Minerwę i zmienił zdanie - ...wbrew regulaminowi szkoły przybywa poza dormitorium w czasie ciszy nocnej jest... - tu zawiesił głos chcąc zapewne dodać sytuacji nieco dramaturgii - ...Hermiona Granger! - wykrzyknął zwycięsko.
Minerwa popatrzyła na niego jakby był umysłowo chory. Nie przejął się tym, co wcale jej nie zdziwiło.
- Severusie... – zaczęła, ale nie dane jej było skończyć, gdyż w tej właśnie chwili drzwi otworzyły się z impetem. Stanęła w nich niejaka Hermiona Granger.
McGonagall spojrzała zdziwiona na Snape'a, który tylko odpowiedział jej spojrzeniem pt. „a nie mówiłem?”. Odwrócił się w stronę młodszej Gryfonki i zapytał jadowicie:
- Czy nie wie pani, panno Granger, że wypada zapukać zanim wejdzie się do jakiegoś pomieszczenia? - Nie zwracając uwagi na mruknięcie Minerwy, które brzmiało trochę jak „I kto to mówi?” ciągnął dalej swoim słynnym tonem Nietoperza-Dupka-Z-Lochów – Poza tym, co pani robi tutaj o tak późnej godzinie?
Hermiona, wbrew oczekiwaniom Severusa, wcale się nie wystraszyła (a przynajmniej nie dała tego po sobie poznać).
- Zaraz wszystko panu wytłumaczę, profesorze – odrzekła ze spokojem. Zerkając niespokojnie przez ramię dodała:
- Ale nie tutaj.

niedziela, 30 czerwca 2013

Rozdział 2 - Opowieść czas zacząć

A oto kolejny rozdział. Trochę z opóźnieniem, ale jest. Liczę na komentarze :)

M.

Dwa dni później sytuacja się powtórzyła. Severus naprawdę starał się dogonić postać chodzącą po szkole po ciszy nocnej, ale znów mu się nie udało.
Przystanął i rozglądał się zrezygnowany po pustym korytarzu. Tym razem nie chodziło już o sadystyczną przyjemność wynikającą z wlepiania uczniom szlabanów. Mężczyzna zaczął podejrzewać, że to nie, jak mu się na początku zdawało, jakiś idiota napędzany hormonami. Możliwym było, że w szkole znajduje się szpieg.
Przez ten czas, gdy uczniowie leniwie wygrzewali się w słońcu, Voldemort nie próżnował. Zwoływał zebrania co tydzień, w których niestety on, Severus Snape, musiał uczestniczyć.
Jakoś w połowie lipca dowiedzieli się, że do Czarnego Pana dotarła plotka, że Dumbledore wie coś o czymś i zamierza coś z tą wiedzą zrobić i możliwe nawet, że poprosi kogoś, żeby mu w tym pomógł. Żałosne, że czarodziej, przed którym drżą setki tysięcy ludzi słucha plotek.
Oczywiście Severus dostał za zadanie dowiedzieć się czy to prawda. Kiedy delikatnie napomknął, że to pewnie tylko pomówienie i nie powinno się dawać im wiary, został ukarany Cruciatusem. Chyba Czarny Pan poczuł się urażony, więc Snape jak potulny piesek latał po Hogwarcie podsłuchując osoby, które według niego dziwnie się zachowywały i na dodatek szeptały. Czuł się przy tym jak idiota. Dowiedział się też rzeczy, po których później miał kłopoty z zaśnięciem. Wizja Hagrida i jego namiętnych nocy spędzonych z pewną olbrzymką, o których mówiła Sprout raziła jego umysł w takim stopniu, że bał się zamknąć oczy.
Myśl o szpiegu w Hogwarcie wydawała się bardzo prawdopodobna, ale to by znaczyło, że Voldemort już mu nie ufa, co jest niepokojącym znakiem.
Severus postanowił jak najszybciej porozmawiać z dyrektorem. Ten jednak nie udzielił mu jasnej odpowiedzi.
- Widzisz, Severusie. Każdy ma swoje zadanie, które musi wykonać jak najlepiej. Zapewniam cię, że w zamku nie czai się żaden szpieg, bo gdyby taki się znalazł juz bym o tym wiedział – powiedział spokojnie patrząc na niego znad okularów.
Severus prychnął.
- Oczywiście, że byś wiedział. Masz tą zgraję portretów na swoje usługi i taki sam zapał do plotkowania jak Śmierciożercy. Ale co z tą postacią, którą widziałem?
- Chłopcze, to na pewno jakiś uczeń wymykający się na randki. - Uśmiechnął się dobrotliwie, co okrutnie irytowało Snape'a. - Wiesz, zakochanie to piękny stan. Na ciebie też przyjdzie pora Severusie. Nawet ty zostaniesz kiedyś trafiony strzałą amora – ciągnął póbując rozpieczętować pudełko malinowych cukierków.
Severus skrzywił się słysząc tę litanię i postanowił wyjśc zanim trafi go szlag od nadmiaru miłości w tym pomieszczeniu.
Chwilę po tym jak zamknęły się za nim drzwi Dumbledore wreszcie uporał się z cukierkami i siedział na fotelu zajadając słodycze.
Było późno, ale dyrektor nie mógł iść spać. Czekał na kogoś.
Pół godziny później w drzwiach, innych niż te, którymi wszedł Severus, pojawiła się średniego wzrostu kobieta. Nie weszła do pomieszczeniu.
- Jak ci idzie? – zapytał Dumbledore wstając.
Dziewczyna westchnęła cicho i zamiast tego powiedziała:
- Słyszałam, co powiedział. - Jej głos brzmiał niepewnie – Przykro mi. Starałam się pozostać niewidzialna.
Staruszek podszedł do okna. Jego szata mieniła się w świetle księżyca. Wyglądał jak bombka z przeceny.
- Wiem, dziecko, wiem – rzekł cicho – On juz ma taki nawyk – wszędzie widzi niebezpieczeństwo. To smutne. Choć z drugiej strony, gdyby nie to pewnie juz dawno by nie żył.
Przez chwilę w pomieszczeniu panowała cisza przerywana jedynie ich oddechami. W końcu Dumbledore odwrócił się a na jego twarzy zamyślenie ustąpiło miejsca uśmiechowi.
- Ale nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
Dziewczyna przestąpiła z nogi na nogę.
- No więc...udało mi się rozszyfrować pierwszą zagadkę...
Dumbledore z zadowoleniem pokiwał głową.
- Ale jest jeden problem. - powiedziała jednym tchem. - Nie sądzę, żebym poradziła sobie z resztą.
Dyrektor spojrzał jej w oczy zanim zapytał:
- Co w takim razie proponujesz?
Kobieta w zamyśleniu przygryzła wargę.
- Proponuję – zaczęła ostrożnie – abyśmy wtajemniczyli jeszcze jedną osobę.
Starzec złączył dłonie i po chwili odpowiedział:
- Wiesz, że każda osoba jest dodatkowym zagrożeniem, że Ciemna Strona o wszystkim się dowie... - Skinęła głową. - Ale rozumiem, że nie prosiłabyś o to, gdyby nie było to niezbędne. Niestety nie będę mógł ci pomóc. Nie znam nikogo, kto mógłby.
Dziewczyna podeszła bliżej.
- Zna go pan. Obydwoje go znamy. - Spojrzała na drzwi, za którymi zniknął Snape uśmiechając się z zadowoleniem.

środa, 5 czerwca 2013

Rozdział 1 - Jak to się zaczęło...

Dziękuję za komentarze. Jest mi bardzo miło. : )
Zapraszam na pierwszą część dłuższej historii.

M.


Severus Snape jak zwykle przechadzał się po korytarzu w nadziei, że znajdzie kilku nierozważnych Gryfonów chowających się po kątach. Uśmiechnął się złośliwie na myśl, że znajdzie kogoś, kto w ramach szlabanu posprząta jego pracownię, która po dwóch miesiącach wakacji była okropnie zaniedbana.
Snape oczywiście, co wiedzą wszyscy, był okrutnym draniem bez serca i takie tam, ale miał też swoje dobre strony – zakopane głęboko pod stertą brudnych ubrań. Nie musicie wierzyć mi na słowo, więc przytoczę przykład.
Kiedyś Severus znalazł, niedaleko bram Hogwartu, zziębniętego kotka skulonego pod krzakiem malin. Pomyśleliście pewnie, że go zostawił. I tu się mylicie, bo Severus podniósł kotka, wyczarował dla niego ciepły kocyk i niosąc go na rękach skierował się w stronę gabinetu Minerwy McGonagall, swojej najlepszej(i jedynej) przyjaciółki.
- Severusie – zaczęło lekko zdenerwowanym tonem nie podnosząc głowy znad papierów, które wypełniała – mówiłam ci, żebyś pukał. Tego wymaga kultura.
Mężczyzna przewrócił oczami i nic nie mówiąc jednym sprawnym ruchem zrzucił kartki na ziemię. Na ich miejsce położył zawiniątko, prosto przed nosem oniemiałej pani profesor. Ta ostrożnie, jakby bojąc się, że to co jest w środku może wybuchnąć, odchyliła kocyk. Ujrzała wpatrujące się w nią piękne oczka o pionowych źrenicach.
Snape delikatnie przesunął palcem po owłosionej główce, na co kot zamruczał z wyraźnym zadowoleniem. Po chwili zabrał rękę i zaczął swoim standardowym wypranym z emocji tonem:
- Pomyślałem, że ty zaopiekujesz się nim najlepiej. Ja mam za mało czasu, żeby opiekować się sierściuchami.
Minerwa wstała i zaczęła krzątać się przy kotku.
- Nie wiedziałam, że są w tobie jakieś ludzkie odruchy, Severusie – zaczęła śmiejąc się cicho, gdy kotek stanął na drżących łapkach i skierował się w stronę mężczyzny. Ten rzucił Minerwie złowrogie spojrzenie.
- Nie wiedziałaś o nich, ponieważ nie istnieją. Po prostu przyniosłem ci tego cholernego kota w prezencie. - Energicznym krokiem skierował się ku drzwiom. Zatrzymał się z ręką na klamce. - Pomyślałem, że nikt nie zrozumie tego kota tak dobrze jak stary, wyleniały szczurołap.
Trzasnął drzwiami, o które niecałą sekundę później rozbił się latający kubek.
Tak, Severus Snape ma swoje dobre strony.
Po godzinie spedzonej na poszukiwaniu „smarkaczy łamiących regulamin” mężczyźnie zrzedła mina. Ale jedną z dobrych(a może w tym wypadku złych?) stron Severusa było to, że był bardzo, ale to bardzo cierpliwy. Jak zwykł mawiać: „Niecierpliwy szpieg to martwy szpieg”. A właściwie w jego autorskim wykonaniu brzmiało to mniej więcej tak: „Jeśli jakiś niereformowalny idiota za bardzo się czymś ekscytuje po dwudziestu czterech godzinach nie będzie niczym więcej niż martwym idiotą”. Więc Severus czekał i gdy już myślał, że jednak nie było to daremne bardzo się rozczarował.
Usłyszał w oddali ciche kroki. Chciał poczekać aż anonimowy delikwent się zbliży, ale odgłos stawianych kroków zaczął się oddalać. Severus Snape ruszył w pogoń.
Pech chciał, że po minucie natrafił na skrzyżowanie dwóch korytarzy. Wybrał jeden z nich i modląc się o cud znów ruszył na przód. Cud się zdarzył, gdyż niedługo potem Severus zobaczył skraj uczniowskiej szaty znikającej za zakrętem. Przyspieszył i pomyslał, że skoro najwidoczniej trafił na dzień spełniania marzeń, może nawet właśnie goni sławnego Harrego Potter'a we własnej osobie.
Kroki nagle ucichły, a Snape wyłonił się z cienia pewien, że za chwilę zobaczy swoją ofiarę. Przeliczył się. Przed nim roztaczał się pusty korytarz. Uczeń, kimkolwiek był, zniknął. Pewnie pomysleliście – dziecko szczęścia. Severus też tak pomyślał, ale w bardziej niecenzurowany sposób.


* * *

Następnego dnia owego mężczynę zbudził odgłos magicznego budzika. Nie mogło zrobić tego słońce, gdyż jak na porządnego nietoperza i wężyka w jednym przystało – Severus spał w lochach.
Szybko wskoczył pod prysznic i już w standardowym czarnym surducie wkroczył do swojego gabinetu. Stamtąd przeszedł do składzika ze składnikami do eliksirów. Już od progu zauważył, że ktoś tam był. Przyklejony do wykładziny drops podpowiedział mu, że tą osobą był Dumbledore. Mrucząc pod nosem przekleństwa zapisał na pergaminie ingrediencje, które musiał dokupić.
Po kilku minutach skierował swoje kroki do Wielkiej Sali. Tam, przy akompaniamencie głośnych rozmów i śmiechów, w ponurym nastroju zjadł śniadanie.
Pierwszą lekcję miał ze Ślizgonami i Gryfonami. Powiewając czarną peleryną dumnie wkroczył do klasy. Wszystki rozmowy ucichły. Dwanaście osób siedziało wpatrzonych w profesora.
- Kto wie coś o Felix Felicis? - padło pytanie.
Tylko jedna reka wystrzeliła w górę, co dla nikogo nie było zdziwieniem.
Snape rozejrzał się po klasie. Szpetnie zaklął w myślach, ale na głos powiedział:
- Czy nikt z was nie wie kompletnie nic?
Zrezygnowany usiadł na krześle przy biurku. Dopiero teraz spojrzał w stronę zgłaszającego się ucznia.
- Ach...Czymże by była ta lekcja bez słynnego huraganu Hermiona Granger – westchnął. Kilka odważniejszych osób pozwoliło sobie cicho się zaśmiać. - Granger, nie wygłupiaj się i opuść tę rękę.

piątek, 31 maja 2013

"Była" - miniaturka

A teraz coś bardzo krótkiego, napisanego pod wpływem chwili jakieś dwa lata temu. Czytałam wtedy bardzo dużo FanFiction i to z różnymi parringami. Niedługo zacznę wklejać dłuższą historię. Mam już napisanych kilka rozdziałów.

M.


________________





Była.
Po prostu była.
Nie chciała niczego w zamian.
A ja, nawet nie wiedziałbym, co mógłbym jej ofiarować.
W zamian za troskę.
Zrozumienie.
Miłość.
A teraz już jej nie ma.
Nie przepuszczałem, że istnieje tak ogromny ból.
A jednak.
Wszędzie widzę jej roześmianą twarz.
Podchodzę i chcę ją objąć, ale ona znika.
Boli.
Tak bardzo boli.
Dlatego podnoszę różdżkę i przykładam ją sobie do skroni.
- Severusie, nieeeeee!
Błysk zielonego światła i ból znika, a ja uśmiechnięty wyciągam ręce w stronę Hermiony.

Zaczynamy

Witam wszystkich!

Postanowiłam niedawno wrócić do pisania, które kiedyś było ważną częścią mojego życia. Mogłam w ten sposób chociaż przez chwilę oderwać się od smutnej rzeczywistości. Minął już rok odkąd odłożyłam długopis. Nie wiem czy będę potrafiła doprowadzić do końca historie, które zaczęłam wcześniej, ale mam zamiar spróbować. 
Oczywiście z niecierpliwością czekam na pierwsze komentarze i zapraszam na mój drugi blog z tłumaczeniami miniaturek:  http://hgss-miniaturki-tlum.blogspot.com/

Pozdrawiam
Megan