poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział 4 - Odkrywamy tajemnice

Severus Snape szedł dwa kroki za Hermioną. Nie wiedział dokąd idzie, co nie było dla niego przyjemne. Nie lubił niespodzianek – myślę, że mogło to mieć związek z jego przeszłością.
Póki co mógł tylko podziwiać widok jaki roztaczała przed nim jego uczennica. Przyjrzał jej się uważnie. Nie zmieniła się aż tak bardzo przez te wszystkie lata. Tylko jej zęby nabrały normalnego rozmiaru, pomyślał, że mogło to być wynikiem jakiegoś magicznego zabiegu, a włosy nie sterczały juz tak wysoko w górę jak kiedyś. Nabrała kobiecych krągłości i mimo, że nie była chuda, wyglądała dobrze. Nie była piękna, tylko zwyczajnie – ładna.
Jedynym, co według Severusa, który oczywiście nigdy nie przyznałby się do tego, nie mogło być porównanym do niczego innego były jej oczy. Duże o cudownym czekoladowym odcieniu obramowane długimi, grubymi rzęsami. Wyglądały jakby zatrzymały w sobie światło gwiazd.
Oczywiście Snape nawet na torturach nie przyznałby się do swoich myśli; w końcu nie mógł sobie zepsuć wizerunku nietoperzowatego chama. Nikt tak naprawdę nie wiedział, że Severus, wbrew ich przekonaniom, potrafił docenić piękno. Można nawet powiedzieć, że był koneserem sztuki. W swojej sypialni trzymał naręcze całkiem ładnych obrazów olejnych.
Zatrzymali się chwilę przy kamiennej chimerze. Granger wyszeptała hasło i nie oglądając się za siebie ruszyła w kierunku gabinetu Dumbledora. W środku nikogo nie było, co jednak nie przeszkodziło Gryfonce w wypełnieniu pokoju swoją osobą.
- Granger, co ty wyprawiasz? - warknął widząc jak przechodzi przez gabinet kierując swe kroki w stronę drzwi, których wcześniej tam nie widział.
Odwóciła się w jego stronę i z uśmiechem odpowiedziała:
- Spokojnie, mam pozwolenie od dyrektora.
- Ciekawe czemu nachodza mnie wątpliwości co do tego – mruknął Severus, ale poszedł posłusznie za nią.
Pomieszczenie, do którego weszli okazało się byc największą i najdziwniejszą pracownią jaką kiedykolwiek oglądał. Część robiła za gabinet – było tam dużo mahoniowe biurko i pasujące do niego krzesła oraz niewielka oszklona biblioteczka. Severus, mimo, że stał daleko był pewien, że niektóre z książek pamiętają jeszcze samego Merlina.
Odszukał wzrokiem Hermionę, która wpatrywała się w niego wyczekująco stojąc przy dużym stole w tej cześci prawcowni, gdzie można było by zająć się praktycznymi eksperymentami.
Podszedł bliżej dziwiąc się, że dziewczyna okazuje tyle spokoju i cierpliwości. Właściwie to emanowała spokojem jak jakiś cholerny Budda, pomyślał.
- Możemy zacząć? - spytała szukając u niego potwierdzenia. Gdy kiwnął twierdząco głową, kontynuowała – Jakiś czas temu Dyrektor usłyszał o rzekomej broni przeciwko Voldemortowie. – Drgnął nieznacznie na dźwięk tego imienia, mimo, że Hermiona to zauważyła, nie przerwała – Postanowił to sprawdzić, choć nie liczył na jakiekolwiek efekty. Swego czasu wielu ludzi, szczególnie ci, którzy lubili sobie wypić, dużo mówili o sposobach na ostateczne pozbycie się Zła.
W zamyśleniu kiwnął głową. On też dzięki takiemu bezsensownemu gadaniu został wiele razy naprowadzany na fałszywe tropy.
- W wakacje dyrektor pojechał odwiedzić Francję – mówiła dalej – gdzie mieszka od setek lat stary ród, którego korzenie sięgają czasów Merlina. Powiem w skrócie – przerwała, żeby wyciagnąc z kieszeni szaty mały pakunek. Położyła go na stole – Znalazł to.
- Ale co to jest? - zapytał Severus przyglądając się z ciekawością małemu przedmiotowi.
- To jest kompas. Takie mugolskie urządzenie służą...
- Wiem do czego służy kompas, Granger. - warknął – Przestań się wygłupiać i powiedz mi wreszcie czemu ta zabawka jest taka ważna.
Kolejny raz go zaskoczyła nie reagując na jego agresję.
- Oczywiście, profesorze – spojrzała mu w oczy nasączając w ostatnie słowo odpowiednią ilość jadu; musiał zacisnąć zęby, żeby na nią nie nakrzyczeć. Chciał się wreszcie dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi, a ta dziewucha specjanie to odwlekała – Jak mówiłam dyrektor dostał się do tej rozdziny, a oni okazali się niezwykle pomocni, jak twierdzi profesor Dumbledore – skrzywiła się pokazując mu, że ona nie podziela jego zdania.
Severus, który miał juz dość pogawędek ponaglił ją spojrzeniem.
- Dali mu to – wskazała ręką kompas i zamilkła.
Przez chwilę żadne z nich nic nie mówiło, aż w końcu Snape wypalił:
- I to wszystko? O to tyle zamieszania? O zwykły kompas? – Spojrzał pogardliwie na leżący na stole przedmiot.
Hermiona niepewnie spojrzała mu w oczy.
- No...tak. Widzi pan, Dyrektor chce dowiedzieć się jak to działa i czy w ogóle – dodała – Wyznaczył do tego zadania mnie.
Severus prychnął. No tak, czego innego mógł się spodziewać – święta Granger i jej niesamowite zdolności. Nic jednak nie powiedział, zbyt ciekawy tego, czemu mu o tym mówi.
- A co moja wspaniała osoba ma z tym wspólnego? – zapytał i po raz kolejny zdziwił się widząc w oczach Gryfonki iskierki rozbawienia, które jednak szybko zgasły. Jak gdyby przypomniała sobie, z kim rozmawia, pomyślał i z jakiegoś irracjonalnego powodu zrobiło mu się smutno. Dość tego Snape! Roztkliwiasz się jak jakaś baba, warknął do siebie w myślach.
Zauważył, że Hermiona przygląda się emocjom zmieniającym się na jego twarzy z rozdziawioną buzią. Odwrócił się do niej bokiem zły na siebie i swoje starcze słabostki.
Pomyślał, że idzie mu coraz gorzej z zachowywaniem kamiennej twarzy i jesli tak dalej pójdzie będzie definitywnie martwym szpiegiem. Z drugiej jednak strony, może gdyby stał się bardziej ludzki ktoś w końcu mógłby się do niego zbliżyć. Mimowolnie przed jego oczami stanął obraz Hermiony i jej kształtów, którym przygladał się idąc tutaj. Stop! Nie może myśleć o niej w ten sposób, no, ale z drugiej strony tylko kompletny ignorant nie zauważyłby jak ładną, młodą kobietą się stała. W końcu Severus zaliczał się do nietoperzy o płci męskiej, więc nie mógł tego nie zauważyć.
- Granger, masz zamiar odpowiedzieć na moje pytanie? - wywarczał w końcu zażenowany swoimi myślami.
- Tak – powiedziała patrząc na niego uważnie. Zastanawiał się, czy dopiero teraz zaczęła o nim myśleć jak o starym wariacie. Choć punkt dla niej za odwagę; większość uczniów na jej miejscu wybiegłaby z krzykiem.
Tymczasem Hermiona kontynuowała:
- Próbowałam już chyba wszystkiego, ale... - przerwała jakby niepewna czy to co powie nie wyda mu się śmieszne. Zaskukując samego siebie skinął jej głową zachęcając do mówienia. - pomyślałam, że mógłby pomóc eliksir – dokończyła szybko.
- Eliksir? - powtórzył, ale w formie pytającej.
Dziewczyna przytaknęła zdziwiona, że jej nie wyśmiał. Ale czy to aż takie dziwne? W końcu niedawno mówiłam o dobrych stronach Sverusa Snape'a.
- Eliksir, który uwolniłby magię ukrytą w tym przedmiocie – wyjaśniła, a on przytaknął w zamyśleniu. To mogłoby się nawet udać, pomyślał.
Wiedział już nawet jakie książki musi przeczytać, żeby potwierdzić hipotezę Granger.
- Widzę panią tutaj jutro o 22, panno Granger – powiedział zanim wyszedł trzaskając drzwiami.