Spokojnie
wyszedł ze swoich kwater i udał się na wyższe piętro. Miał plan
i był z siebie diabelnie zadowolony. Zatrzymał się i nasłuchiwał
ukryty w cieniu.
W
końcu usłyszał długo wyczekiwane kroki, dobiegały zza ściany.
Wyciągnął różdzkę i szepnął:
-
Accio Mapa Huncwotów Harrego Potter'a.
Kawałek
papieru zatrzymał sie w jego rękach. Severus odszukał swoje
nazwisko. Niedaleko niego przesuwała się na mapie czerwona kropka -
Hermiona Granger.
Podekscytowany
zapukał do drzwi opiekunki Gryffindoru. Jego radość w tamtym
momencie była zrozumiała. Oto w końcu po raz pierwszy przez sześć
lat miał okazję wlepienia szlabanu pannie Granger. Wcześniej nie
miał za co tego zrobić. To nie znaczy, że Hermiona nie łamała
regulaminu. Robiła to, ale była na tyle sprytna, żeby nie wpaść
w ręce przerażającego profesora eliksirów. I dlatego była
ona severusową solą w oku.
Po
kilku sekundach, gdy jeszcze stał po niewłaściwej stronie drzwi,
zaczął się niecierpliwić. Zapukał mocniej. Oburzone portrety
podniosły hałas.
-
Zamknąć się – warknął Severus – I tak już nie żyjecie.
-
Jak możesz tak mówić? – zapytał podniesionym ze
zdenerwowania głosem stary czarodziej z brodą. - Czemu nie
odgrywamy już tak ważnej roli jak kiedyś? Jeszcze czterysta lat
temu portretom okazywano szacunek, a teraz...
Mężczyzna
odwrócił się w jego stronę i powiedział z ironią:
-
Wiesz co, starcze? Chociaż po śmierci mógłbyś przestać
zachowywać się jak baba. Chyba nie chcesz kiedyś skończyć jako
wkładka do kociej kuwety?
Urażony
portret zamilkł, a Severus odwrócił się z zamiarem
ponownego zapukania. Zdziwiony zatrzymał uniesioną rękę kilka
centymetrów przed twarzą rozzłoszczonej Minerwy McGonagall.
-
Wejdź – powiedziała krótko odwracając się na pięcie i
wchodząc z powrotem do swojego gabinetu. - Mam nadzieję, Snape, że
jest jakiś poważny powód, dla którego budzisz mnie o
– zerknęła na magiczny zegar z hipogryfem – drugiej w nocy.
Severus
posłusznie poszedł za nią. Wiedział, że zaczął nie najlepiej,
bo od zdenerwowania swojej przełożonej. Mówiła do niego po
nazwisku tylko wtedy, gdy przesadził, co prawdę mówiąc,
zdarzało mu się często.
I
tak Minerwa była chyba jedyną osobą na świecie, która
potrafiła znosić jego charakter dłużej niż dwie minuty.
Usiadła
sztywno na krześle przy biurku, a jemu wskazała miejsce na
przeciwko.
-
O co chodzi?
-
Jak wiesz, wczoraj w nocy rozmawiałem z Albusem i znalazłem
wreszcie rozwiązanie naszego problemu...
-
Poczekaj chwilę – przerwała mu MacGonagall – Skąd niby ja mam
wiedzieć co robiłeś z Albusem i to w dodatku o czwartej nad ranem?
No i jaki NASZ problem? My nie mamy żadnego problemy, to TY go masz
– powiedziała z przekąsem.
-
A właściwie sam sobie go stwarzasz – dodała.
Severus
odchylił głowę spoglądając uwazniej na kobiete siedzącą przed
nim.
-
Nie powiedziałem, o której poszedłem do Dumbledora. -
Świetnie się bawił patrząc jak na policzki profesorki wstępuje
lekki rumieniec – Właściwie to nawet zrozumiałe, że o wszystkim
sobie mówicie. Starzy i samotni powinni trzymać się razem –
stwierdził uśmiechając się złośliwie.
-
No wiesz co? I mówi mi to ktoś, kto skończył
czterdziestkę... - McGonagall próbowała wyglądac na
oburzoną, ale nie potrafiła powstrzymać uśmiechu – Jak na
standardy mugolskiego świata jesteś już jedną nogą w grobie.
-
Prawda – potwierdził z powagą Severus – Ale to ty już dawno
powinnaś zacząć się rozkładać.
McGonagall
nie wytrzymała i wybuchnęła śmiechem. Snape patrząc jak ociera
sobie dłonią łzy rozbawienia pomyślał, nie po raz pierwszy, że
jego stara przyjaciółka ma nietypowe poczucie humoru. Nikt ze
znanych mu osób, oprócz niej, nie śmieje się z jego
dowcipów; co więcej – większość czuje się obrażona.
-
No dobrze już, mów co takiego wymysliłeś – powiedziała
po chwili próbując się uspokoić.
-
A więc...wiem kto nocami nielegalnie...
-
Nielegalnie? – Minerwa spojrzała na niego ze zdziwionym
rozbawieniem – Ty naprawdę użyłeś słowa „nielegalnie”? -
spytała parskając, ale widząc jego urażoną minę postanowiła go
udobruchać – Mów. Już będę cicho, obiecuję.
Snape
spojrzał na nią z powątpiewaniem, ale kontynuował:
-
Jak mówiłem – osobą, która niele... - rzucił
szybkie spojrzenie na Minerwę i zmienił zdanie - ...wbrew
regulaminowi szkoły przybywa poza dormitorium w czasie ciszy nocnej
jest... - tu zawiesił głos chcąc zapewne dodać sytuacji nieco
dramaturgii - ...Hermiona Granger! - wykrzyknął zwycięsko.
Minerwa
popatrzyła na niego jakby był umysłowo chory. Nie przejął się
tym, co wcale jej nie zdziwiło.
-
Severusie... – zaczęła, ale nie dane jej było skończyć, gdyż
w tej właśnie chwili drzwi otworzyły się z impetem. Stanęła w
nich niejaka Hermiona Granger.
McGonagall
spojrzała zdziwiona na Snape'a, który tylko odpowiedział jej
spojrzeniem pt. „a nie mówiłem?”. Odwrócił się w
stronę młodszej Gryfonki i zapytał jadowicie:
-
Czy nie wie pani, panno Granger, że wypada zapukać zanim wejdzie
się do jakiegoś pomieszczenia? - Nie zwracając uwagi na mruknięcie
Minerwy, które brzmiało trochę jak „I kto to mówi?”
ciągnął dalej swoim słynnym tonem Nietoperza-Dupka-Z-Lochów
– Poza tym, co pani robi tutaj o tak późnej godzinie?
Hermiona,
wbrew oczekiwaniom Severusa, wcale się nie wystraszyła (a
przynajmniej nie dała tego po sobie poznać).
-
Zaraz wszystko panu wytłumaczę, profesorze – odrzekła ze
spokojem. Zerkając niespokojnie przez ramię dodała:
-
Ale nie tutaj.