piątek, 26 lipca 2013

Rozdział 3 - Nocne eskapady

Spokojnie wyszedł ze swoich kwater i udał się na wyższe piętro. Miał plan i był z siebie diabelnie zadowolony. Zatrzymał się i nasłuchiwał ukryty w cieniu.
W końcu usłyszał długo wyczekiwane kroki, dobiegały zza ściany. Wyciągnął różdzkę i szepnął:
- Accio Mapa Huncwotów Harrego Potter'a.
Kawałek papieru zatrzymał sie w jego rękach. Severus odszukał swoje nazwisko. Niedaleko niego przesuwała się na mapie czerwona kropka - Hermiona Granger.
Podekscytowany zapukał do drzwi opiekunki Gryffindoru. Jego radość w tamtym momencie była zrozumiała. Oto w końcu po raz pierwszy przez sześć lat miał okazję wlepienia szlabanu pannie Granger. Wcześniej nie miał za co tego zrobić. To nie znaczy, że Hermiona nie łamała regulaminu. Robiła to, ale była na tyle sprytna, żeby nie wpaść w ręce przerażającego profesora eliksirów. I dlatego była ona severusową solą w oku.
Po kilku sekundach, gdy jeszcze stał po niewłaściwej stronie drzwi, zaczął się niecierpliwić. Zapukał mocniej. Oburzone portrety podniosły hałas.
- Zamknąć się – warknął Severus – I tak już nie żyjecie.
- Jak możesz tak mówić? – zapytał podniesionym ze zdenerwowania głosem stary czarodziej z brodą. - Czemu nie odgrywamy już tak ważnej roli jak kiedyś? Jeszcze czterysta lat temu portretom okazywano szacunek, a teraz...
Mężczyzna odwrócił się w jego stronę i powiedział z ironią:
- Wiesz co, starcze? Chociaż po śmierci mógłbyś przestać zachowywać się jak baba. Chyba nie chcesz kiedyś skończyć jako wkładka do kociej kuwety?
Urażony portret zamilkł, a Severus odwrócił się z zamiarem ponownego zapukania. Zdziwiony zatrzymał uniesioną rękę kilka centymetrów przed twarzą rozzłoszczonej Minerwy McGonagall.
- Wejdź – powiedziała krótko odwracając się na pięcie i wchodząc z powrotem do swojego gabinetu. - Mam nadzieję, Snape, że jest jakiś poważny powód, dla którego budzisz mnie o – zerknęła na magiczny zegar z hipogryfem – drugiej w nocy.
Severus posłusznie poszedł za nią. Wiedział, że zaczął nie najlepiej, bo od zdenerwowania swojej przełożonej. Mówiła do niego po nazwisku tylko wtedy, gdy przesadził, co prawdę mówiąc, zdarzało mu się często.
I tak Minerwa była chyba jedyną osobą na świecie, która potrafiła znosić jego charakter dłużej niż dwie minuty.
Usiadła sztywno na krześle przy biurku, a jemu wskazała miejsce na przeciwko.
- O co chodzi?
- Jak wiesz, wczoraj w nocy rozmawiałem z Albusem i znalazłem wreszcie rozwiązanie naszego problemu...
- Poczekaj chwilę – przerwała mu MacGonagall – Skąd niby ja mam wiedzieć co robiłeś z Albusem i to w dodatku o czwartej nad ranem? No i jaki NASZ problem? My nie mamy żadnego problemy, to TY go masz – powiedziała z przekąsem.
- A właściwie sam sobie go stwarzasz – dodała.
Severus odchylił głowę spoglądając uwazniej na kobiete siedzącą przed nim.
- Nie powiedziałem, o której poszedłem do Dumbledora. - Świetnie się bawił patrząc jak na policzki profesorki wstępuje lekki rumieniec – Właściwie to nawet zrozumiałe, że o wszystkim sobie mówicie. Starzy i samotni powinni trzymać się razem – stwierdził uśmiechając się złośliwie.
- No wiesz co? I mówi mi to ktoś, kto skończył czterdziestkę... - McGonagall próbowała wyglądac na oburzoną, ale nie potrafiła powstrzymać uśmiechu – Jak na standardy mugolskiego świata jesteś już jedną nogą w grobie.
- Prawda – potwierdził z powagą Severus – Ale to ty już dawno powinnaś zacząć się rozkładać.
McGonagall nie wytrzymała i wybuchnęła śmiechem. Snape patrząc jak ociera sobie dłonią łzy rozbawienia pomyślał, nie po raz pierwszy, że jego stara przyjaciółka ma nietypowe poczucie humoru. Nikt ze znanych mu osób, oprócz niej, nie śmieje się z jego dowcipów; co więcej – większość czuje się obrażona.
- No dobrze już, mów co takiego wymysliłeś – powiedziała po chwili próbując się uspokoić.
- A więc...wiem kto nocami nielegalnie...
- Nielegalnie? – Minerwa spojrzała na niego ze zdziwionym rozbawieniem – Ty naprawdę użyłeś słowa „nielegalnie”? - spytała parskając, ale widząc jego urażoną minę postanowiła go udobruchać – Mów. Już będę cicho, obiecuję.
Snape spojrzał na nią z powątpiewaniem, ale kontynuował:
- Jak mówiłem – osobą, która niele... - rzucił szybkie spojrzenie na Minerwę i zmienił zdanie - ...wbrew regulaminowi szkoły przybywa poza dormitorium w czasie ciszy nocnej jest... - tu zawiesił głos chcąc zapewne dodać sytuacji nieco dramaturgii - ...Hermiona Granger! - wykrzyknął zwycięsko.
Minerwa popatrzyła na niego jakby był umysłowo chory. Nie przejął się tym, co wcale jej nie zdziwiło.
- Severusie... – zaczęła, ale nie dane jej było skończyć, gdyż w tej właśnie chwili drzwi otworzyły się z impetem. Stanęła w nich niejaka Hermiona Granger.
McGonagall spojrzała zdziwiona na Snape'a, który tylko odpowiedział jej spojrzeniem pt. „a nie mówiłem?”. Odwrócił się w stronę młodszej Gryfonki i zapytał jadowicie:
- Czy nie wie pani, panno Granger, że wypada zapukać zanim wejdzie się do jakiegoś pomieszczenia? - Nie zwracając uwagi na mruknięcie Minerwy, które brzmiało trochę jak „I kto to mówi?” ciągnął dalej swoim słynnym tonem Nietoperza-Dupka-Z-Lochów – Poza tym, co pani robi tutaj o tak późnej godzinie?
Hermiona, wbrew oczekiwaniom Severusa, wcale się nie wystraszyła (a przynajmniej nie dała tego po sobie poznać).
- Zaraz wszystko panu wytłumaczę, profesorze – odrzekła ze spokojem. Zerkając niespokojnie przez ramię dodała:
- Ale nie tutaj.