środa, 5 czerwca 2013

Rozdział 1 - Jak to się zaczęło...

Dziękuję za komentarze. Jest mi bardzo miło. : )
Zapraszam na pierwszą część dłuższej historii.

M.


Severus Snape jak zwykle przechadzał się po korytarzu w nadziei, że znajdzie kilku nierozważnych Gryfonów chowających się po kątach. Uśmiechnął się złośliwie na myśl, że znajdzie kogoś, kto w ramach szlabanu posprząta jego pracownię, która po dwóch miesiącach wakacji była okropnie zaniedbana.
Snape oczywiście, co wiedzą wszyscy, był okrutnym draniem bez serca i takie tam, ale miał też swoje dobre strony – zakopane głęboko pod stertą brudnych ubrań. Nie musicie wierzyć mi na słowo, więc przytoczę przykład.
Kiedyś Severus znalazł, niedaleko bram Hogwartu, zziębniętego kotka skulonego pod krzakiem malin. Pomyśleliście pewnie, że go zostawił. I tu się mylicie, bo Severus podniósł kotka, wyczarował dla niego ciepły kocyk i niosąc go na rękach skierował się w stronę gabinetu Minerwy McGonagall, swojej najlepszej(i jedynej) przyjaciółki.
- Severusie – zaczęło lekko zdenerwowanym tonem nie podnosząc głowy znad papierów, które wypełniała – mówiłam ci, żebyś pukał. Tego wymaga kultura.
Mężczyzna przewrócił oczami i nic nie mówiąc jednym sprawnym ruchem zrzucił kartki na ziemię. Na ich miejsce położył zawiniątko, prosto przed nosem oniemiałej pani profesor. Ta ostrożnie, jakby bojąc się, że to co jest w środku może wybuchnąć, odchyliła kocyk. Ujrzała wpatrujące się w nią piękne oczka o pionowych źrenicach.
Snape delikatnie przesunął palcem po owłosionej główce, na co kot zamruczał z wyraźnym zadowoleniem. Po chwili zabrał rękę i zaczął swoim standardowym wypranym z emocji tonem:
- Pomyślałem, że ty zaopiekujesz się nim najlepiej. Ja mam za mało czasu, żeby opiekować się sierściuchami.
Minerwa wstała i zaczęła krzątać się przy kotku.
- Nie wiedziałam, że są w tobie jakieś ludzkie odruchy, Severusie – zaczęła śmiejąc się cicho, gdy kotek stanął na drżących łapkach i skierował się w stronę mężczyzny. Ten rzucił Minerwie złowrogie spojrzenie.
- Nie wiedziałaś o nich, ponieważ nie istnieją. Po prostu przyniosłem ci tego cholernego kota w prezencie. - Energicznym krokiem skierował się ku drzwiom. Zatrzymał się z ręką na klamce. - Pomyślałem, że nikt nie zrozumie tego kota tak dobrze jak stary, wyleniały szczurołap.
Trzasnął drzwiami, o które niecałą sekundę później rozbił się latający kubek.
Tak, Severus Snape ma swoje dobre strony.
Po godzinie spedzonej na poszukiwaniu „smarkaczy łamiących regulamin” mężczyźnie zrzedła mina. Ale jedną z dobrych(a może w tym wypadku złych?) stron Severusa było to, że był bardzo, ale to bardzo cierpliwy. Jak zwykł mawiać: „Niecierpliwy szpieg to martwy szpieg”. A właściwie w jego autorskim wykonaniu brzmiało to mniej więcej tak: „Jeśli jakiś niereformowalny idiota za bardzo się czymś ekscytuje po dwudziestu czterech godzinach nie będzie niczym więcej niż martwym idiotą”. Więc Severus czekał i gdy już myślał, że jednak nie było to daremne bardzo się rozczarował.
Usłyszał w oddali ciche kroki. Chciał poczekać aż anonimowy delikwent się zbliży, ale odgłos stawianych kroków zaczął się oddalać. Severus Snape ruszył w pogoń.
Pech chciał, że po minucie natrafił na skrzyżowanie dwóch korytarzy. Wybrał jeden z nich i modląc się o cud znów ruszył na przód. Cud się zdarzył, gdyż niedługo potem Severus zobaczył skraj uczniowskiej szaty znikającej za zakrętem. Przyspieszył i pomyslał, że skoro najwidoczniej trafił na dzień spełniania marzeń, może nawet właśnie goni sławnego Harrego Potter'a we własnej osobie.
Kroki nagle ucichły, a Snape wyłonił się z cienia pewien, że za chwilę zobaczy swoją ofiarę. Przeliczył się. Przed nim roztaczał się pusty korytarz. Uczeń, kimkolwiek był, zniknął. Pewnie pomysleliście – dziecko szczęścia. Severus też tak pomyślał, ale w bardziej niecenzurowany sposób.


* * *

Następnego dnia owego mężczynę zbudził odgłos magicznego budzika. Nie mogło zrobić tego słońce, gdyż jak na porządnego nietoperza i wężyka w jednym przystało – Severus spał w lochach.
Szybko wskoczył pod prysznic i już w standardowym czarnym surducie wkroczył do swojego gabinetu. Stamtąd przeszedł do składzika ze składnikami do eliksirów. Już od progu zauważył, że ktoś tam był. Przyklejony do wykładziny drops podpowiedział mu, że tą osobą był Dumbledore. Mrucząc pod nosem przekleństwa zapisał na pergaminie ingrediencje, które musiał dokupić.
Po kilku minutach skierował swoje kroki do Wielkiej Sali. Tam, przy akompaniamencie głośnych rozmów i śmiechów, w ponurym nastroju zjadł śniadanie.
Pierwszą lekcję miał ze Ślizgonami i Gryfonami. Powiewając czarną peleryną dumnie wkroczył do klasy. Wszystki rozmowy ucichły. Dwanaście osób siedziało wpatrzonych w profesora.
- Kto wie coś o Felix Felicis? - padło pytanie.
Tylko jedna reka wystrzeliła w górę, co dla nikogo nie było zdziwieniem.
Snape rozejrzał się po klasie. Szpetnie zaklął w myślach, ale na głos powiedział:
- Czy nikt z was nie wie kompletnie nic?
Zrezygnowany usiadł na krześle przy biurku. Dopiero teraz spojrzał w stronę zgłaszającego się ucznia.
- Ach...Czymże by była ta lekcja bez słynnego huraganu Hermiona Granger – westchnął. Kilka odważniejszych osób pozwoliło sobie cicho się zaśmiać. - Granger, nie wygłupiaj się i opuść tę rękę.

3 komentarze:

  1. Rozdział dość interesujący aczkolwiek bez większych emocji :P
    Czekam na dalsze rozdziały :D
    Miona

    OdpowiedzUsuń
  2. Severus ratujący kotka, nie na to musiało być zabawne. Osz ten jego niewyparzony język i umiejętność unikania latających przedmiotów XD
    Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału, pisz go szybciutko kochanieńka ;D
    Pozdro i weny
    POISON

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyta się przyjemnie i czekam na ciąg dalszy :)

    Zapraszam też do mnie - magiczne autografy, a ostatnio o fenomen Emmy Waston jako modelki

    OdpowiedzUsuń